Urok i kołtun

Urok i kołtun

Choć wśród klasycznych jednostek chorobowych trudno znaleźć coś, co nazywa się ”urok”, traktowano go na równi z chorobami i z całą powagą walczono z jego skutkami. Jeśli na przykład niemowlę straciło apetyt, jedną z podstawowych diagnoz był właśnie urok rzucony na dziecko przez kogoś nieżyczliwego, zazdrosnego. Jeśli nie pomogły działania zapobiegawcze w postaci czerwonych wstążeczek przy kołysce, znaczyło to, że rzucający urok przechytrzył rodziców i zadał ów urok dziecku gdy było poza kołyską. Antidotum stanowiło odczynianie uroku. Mogła to czynić tylko osoba fachowa, z doświadczeniem w tego rodzaju praktykach. Odczynianie polegało na modlitwach, rytualnych czynnościach, ruchach z użyciem odpowiednich przedmiotów – ścisłego przepisu nie było. Wbrew pozorom, obecnie również funkcjonują specjaliści od odczyniania uroków. Inną dolegliwością uważaną dawniej za chorobę związaną ze złą energią był kołtun, czyli zmierzwione i posklejane, niejako sfilcowane, włosy. Kołtun na głowie był po prostu wynikiem braku odpowiedniej higieny, niemycia włosów. Ponieważ wyglądał bardzo spektakularnie, wierzono, że kołtun zadaje czarownica i można się go pozbyć dopiero wtedy, gdy wejdą do niego wszystkie choroby. Kołtuna nie wolno było po prostu uciąć, wyleczenie mogło nastąpić tylko po upaleniu sklejonych włosów rozpalonym żelazem.